Ty również chcesz polecić coś godnego uwagi?
Napisz do nas:
zalewkultury@wp.pl w temacie wpisując polecam.

 

29 stycznia 2007 r.

 

Agnieszka Ogrodnik poleca:

 

Gry: Samorost i Samorost2

 

Należącą do tzw. art games grę Samorost – jej obie części - polecam lubiącym gry logiczne, flash’owe animacje, połączenie rysunku z fotografią, miewającym ponarkotyczne urojenia, wierzącym, że statek kosmiczny może być napędzany bąkami latających wielorybów, a wiewiórki słuchają drum’n’bass-u… Samorost to gra dla ludzi z wyobraźnią.

 

Jakub Dvorský (absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Pradze) pierwszą część stworzył w roku 2003 (była to jego praca dyplomowa) i szybko zdobył nią serca internautów na całym świecie. Śledzimy w niej przygody białego sympatycznego ludka, ratującego swoją planetę przed katastrofą, którą grozi zderzenie z pędzącym… czymś. Statkiem kosmicznym chyba, o ile na statku kosmicznym mogą żyć w kupie między innymi gigantyczne mrówkojady z amatorami fajki wodnej. A właściwie, nie do końca „w kupie”, bo akurat ci bohaterowie mają każdy swoją planszę – cała gra bowiem opiera się na przechodzeniu przez kolejne plansze właśnie, co jest możliwe po wykonaniu w odpowiednim ciągu logicznym kilku – jedynych możliwych – czynności.

Innymi słowy, na ekranie, wśród niesamowitej grafiki i w oprawie niepokojących, fantastycznych, dźwięków, znajdziemy parę ruchomych elementów i odpowiednie skorzystanie z tego spostrzeżenia pozwoli nam przejść dalej.

 

Na tym polega cała ta gra – proste, prawda? A jednak ogromnie wciągające i przecież sprawiło, że cały świat pokochał tego małego dzielnego bohatera.

 

Idąc za ciosem, autor został twórcą kolejnych gier – między innymi, promującej album grupy The Polyphonic Spree The Quest For The Rest lub reklamującej firmę Nike. Wszystkie znajdują się na stronie autora -  www.amanitadesign.com. Kolejnym prawdziwym przebojem została jednak, oczywiście, kontynuacja przygód małego mieszkańca kosmosu – czyli wydana w 2005 roku Samorost2.

 

Tym razem bohater wsiada w swój pojazd (wykonany z puszki po Polokonservie), by uratować z łap kosmitów swojego rudego pieska. Mamy więc kolejne plansze, kolejne zadania do wykonania, takie jak osuszenie zbiornika z piraniami czy przygotowanie narkotycznej papki dla ślimaka.

Właśnie – narkotycznej…

 

Wspomniałam na początku o ponarkotycznych urojeniach. Nie bezpodstawnie. Grając, od początku ma się wrażenie, że autor był pod wpływem jakichś specyfików, zresztą, on sam w wywiadzie udzielonym Webesteem Art & Design Magazine, wśród inspiracji wymienia właśnie - trawkę. Tak było przy pierwszej części, tak samo dwuznacznie odlotowa (dwuznacznie, bo i tocząca się w kosmosie, i wiadomo, jakie odloty mam na myśli) jest część druga.

 

Tyle, że tym razem nie można w Internecie zagrać w nią do końca. Kiedy już nam się wydaje, że szczęśliwie wracamy do domu i nic więcej nie może się wydarzyć, co dodatkowo jest nam sugerowane przez radosne rytmy w tle, okazuje się, że w pojeździe bohatera najzwyczajniej w świecie zaczyna brakować paliwa i wraz z psem ląduje on na spadochronach na kolejnej futurystycznej maleńkiej planetce. A jeśli chcemy go stamtąd wydostać, musimy wpłacić na konto autora gry – bagatela – 10 dolarów. Dla nas to kwota dość spora, a kiedy się zdecydujemy, zakochani w białym ludku, wydać tyle, licząc na wielką i długą przygodę… zostajemy uraczeni ok. 20-stomegową grą, którą znów można przejść w godzinę.

Szkoda, że autor nigdzie tego nie sugeruje, bo można jednak czuć się trochę zawiedzionym.

 

Nie zamierzam jednak nikogo oszukiwać – moja pełna wersja Samorost2 bynajmniej nie została uzyskana w sposób legalny. Jeśli więc wciągniecie się w grę, teraz już wiecie, że możecie ją ukończyć bez narażania się na takie wydatki.

 

Kto jednak woli być uczciwy, może spokojnie zagrać w pierwszą część i początek (a może i połowę) drugiej – znajdziecie je na wymienionej już wyżej stronie www.amanitadesign.com. Uważam, że naprawdę warto tam zajrzeć i pozwolić sobie na chwilę wejść w ten dziwny świat, kolaż skojarzeń, postaci, dźwięków, rysunków i zdjęć (wykorzystane fotografie także są autorstwa Dvorský-ego). I choć w internecie można już znaleźć sporo stron opisujących krok po kroku, jak przejść grę, przecież nie o szybkie zakończenie w niej chodzi. Wręcz przeciwnie; to, co fascynuje najbardziej, to właśnie odkrywanie samemu, co wyobraził sobie teraz autor, co powinna zrobić mucha, gdzie postawić czajnik i skąd wziąć latarkę. Dlatego ja sugeruję w ogóle nie czytać tych podpowiedzi i samemu wspierać ludka w jego przygodach w kosmosie.

 

Gra jest wysoko oceniana w internetowych rankingach. Szczerze ją polecam.