|

 |
4 lutego 2007 r.
Kasia Smuga
poleca:
Patrick
Süskind - Pachnidło
Kilka
dni temu w kinach miała miejsce premiera najnowszego obrazu
Toma Tykwera pt: Pachnidło, której scenariusz oparty
jest na powieści Patricka Süskinda o tym samym tytule.
Postaram się przybliżyć Wam tę książkę i spojrzeć na nią przez
recenzencką lupę (ale nie mikroskop!). Książka ma już swoje
lata, ponieważ jej pierwsze wydanie ukazało się w 1985 roku.
Już od pierwszych stron
powieści wprowadzeni zostajemy w krainę zapachów, nie tylko
tych przyjemnych dla nosa (i duszy również), ale też tych,
które codziennie towarzyszyły mieszkańcom XVIII-wiecznego
Paryża (autor nie oszczędza nas – opis smrodu miasta jest
niemal namacalny). Wśród tej zapachowej wrzawy rodzi się
główny bohater o wdzięcznym imieniu Jan Baptysta Grenouille.
Nie wyróżniałby się niczym spośród innych mieszkańców stolicy
Francji, gdyby nie jego, niewidzialny dla ludzkich oczu, zmysł
powonienia. Cała powieść opisywana jest od tego momentu
„oczami” węchu Grenouilla, nie musimy widzieć, żeby wiedzieć,
jak co wyglądało. Wystarczy zaufać węchowi bohatera, którego
nos poprowadzi nas przez każdą kartkę, wprowadzi nas w świat
olfaktorycznych pojęć... Grenouille sam będąc bezwonnym (co
uważa za karę), poszukuje receptury idealnego zapachu, a
składniki tego nieskazitelnego wytworu odnajduje w woni
najpiękniejszych kobiet. To czy Jan Baptysta jest geniuszem w
rozpoznawaniu i tworzeniu idealnych zapachów czy też może jest
zwykłym mordercą-kolekcjonerem, opętanym jedyną myślą zdobycia
receptury najlepszego zapachu – osądzicie jednak sami.
Styl pisania Süskinda jest
ogólnie przystępny, niektórych może jednak nużyć celebrowanie
przez autora geniuszu bohatera i jego zbytnie zagłębianie się
w tajniki wytwarzania perfum. Sprawia to wrażenie, że każde
zdanie wydłuża nam się niemiłosiernie i zaczynamy się nudzić.
Jednak ci, którzy „siedzą” w XVIII-wiecznych klimatach i są
ciekawi jak wyglądają perfumeryjne pracownie czy to, ile
potrzeba kwiatów, żeby wytworzyć maleńki flakonik esencji
zapachu – z pewnością nie zawiodą się.
Nie chciałam zacząć tej
recenzji od napisania nieśmiertelnego zdania „Światowy
bestseller, 16 000 000 egzemplarzy sprzedanych na świecie,
został przetłumaczony na 45 języków...”, bo niektórych od razu
odrzuca taki zwrot i myślą sobie: „Książka dobrze się
sprzedaje, więc jest pewnie łatwa, lekka i przyjemna i w
gruncie rzeczy pusta”. Są też tacy, których poprzez taką
informację zachęci się do przeczytania książki. Ja jednak
postanowiłam oznajmić Wam ten fakt na końcu, dodając, że chyba
nie bez przyczyny w księgarni pojawi się szósta edycja tej
powieści. Uwaga, bo nadchodzi francuski poprzednik
londyńskiego Kuby Rozpruwacza, strzeżcie się piękne panie...!
|