Ty również chcesz polecić coś godnego uwagi?
Napisz do nas:
zalewkultury@wp.pl w temacie wpisując polecam.

 

26 marca 2007 r.

 

Wojtek Kałuża poleca:

 

DOG FASHION DISCO "Adultery"

Witajcie drogie dzieci, czy macie dziś ochotę na szczyptę muzycznej perwersji? Usiądźcie zatem wygodnie, zapnijcie pasy i przygotujcie się na wycieczkę po najbardziej śliskich i lepkich rejonach Waszej podświadomości. Ale spokojnie, nie bójcie się - czymże jest bowiem odrobina grzechu pod pościelą? Jeden z najlepszych albumów minionego roku, ot czym jest "Adultery" w wykonaniu Jankesów z Dog Fashion Disco. Już sama nazwa zespołu daje o zrozumienia, że ich twórczość do normalnych raczej nie należy. I owszem, DFD przez szereg płyt szlifowali swój dziwaczny, post-retro-modernistyczny styl (nazwa własna, ale pasuje do nich jak ulał), aż w końcu dotarli do swojego najlepszego, najbardziej kompletnego i spójnego dzieła. "Adultery" (tłum. "Cudzołóstwo")to zestaw 13 szalonych kompozycji, które najłatwiej sklasyfikować jako połączenie Faith No More z System Of A Down, podlane gęstym sosem klimatu noir (kłaniają się kryminały z lat 50' i 60', czy też filmy takie jak "Brudny Harry"). Mieszanka iście wybuchowa, a efekt powalający - słuchając płyty ma się wręcz wrażenie, że jest to nic innego jak ścieżka dźwiękowa do jakiegoś nieistniejącego filmu. Smyczki, instrumenty dęte, rozmaite flety i cymbałki - można oszaleć z nadmiaru instrumentów użytych na tej płycie. Znaleźć tu można dosłownie wszystko - jest fortepian w 'The Uninvited Guest', piękne orkiestrowe preludium w 'Sweet Insanity', są wreszcie nawiązania do tak odległych form muzycznych jak hardcore ('The Sacrifice of Miss Rose Covington'), ska ('100 Suicides') czy nawet country ('Desert Grave', który brzmi jakby żywcem wyjęty z repertuaru Johnny'ego Casha). Do tego dochodzą zupełnie już wymykające się klasom utwory, np. kipiący erotyzmem, pseudo-narracyjny "Private Eye", brzmiący jak fragment jakiegoś taniego pornosa (z obowiązkowym udawaniem orgazmu na końcu), czy stylizowany na faszystowski marsz, tytułowy 'Adultery'. Wszystko spięte jest rewelacyjnym wokalem na pattonowską nutę (co bardziej czepliwi mogą zarzucić wokaliście Toddowi Smithowi pozbawione inwencji i bezczelne kopiowanie Pattona, ale cóż...) połączonym z agresywnymi wrzaskami i niskimi melodeklamacjami. Tematyka utworów? Cóż, na pewno jest pełno nawiązań do tanich kryminałów czy kina drogi ("Autostopowicz" - tak zresztą nazwano jeden z utworów). A poza tym? Seks, zdrada, przemoc, pieniądze, samobójstwa - życiowa płyta, innymi słowy. A tak poważnie - najbardziej niesamowita fuzja filmu i muzyki (wrażenie, że ma się do czynienia z soundtrackiem nie opuszcza słuchacza ani na chwilę), jaką dane mi było doświadczyć. Polecam wszystkim, którzy nie boją się stylistycznych miszmaszów w muzyce, zwłaszcza tych, które budzą w słuchaczu wszelkie ukryte perwersje.. Ale czy to coś złego?;)