|
Galowo i wspomnieniowo
Niedzielna odsłona XII edycji
Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Artystycznej to dwa
koncerty.
Pierwszy z nich – koncert galowy
laureatów OFPY 2008. Na początek zaprezentowała się
zdobywczyni Grand Prix OFPY 2007 – Katarzyna Dąbrowska.
Następnie zaprezentowali się laureaci tegorocznego konkursu:
Gabriela Lencka z Warszawy,
Agnieszka Błońska z Krzanowic, Joanna Kaczmarek z Wrocławia,
Natalia Załucka z Raciborza, Monika Węgiel z Wrocławia, Łukasz
Majewski z Gdańska oraz Malwina Klimek z Rybnika. Główną
nagrodę zdobyła Gabriela Lencka (na zdjęciu).
Ta 20-letnia drobna
blondynka, ubrana w różową błyszczącą sukienkę wykonała dwie
autorskie piosenki:
Emesis i Rozdrobniona.
Dziś zwymiotowałam wszystko, co mi powiedziałeś. Są tam
nadgryzione uczucia, nieświeże wyznania, cuchnące propozycje.
Czy wiesz, że kłamstwa są niestrawne? – od takich słów
zaczyna się pierwsza z nich. Tak naturalistyczna forma
werbalnego wyrażania emocji wywołała skrajne odczucia wśród
publiczności. Spodobała się jednak najwyraźniej jury konkursu,
które przyznało Gabrieli Lenckiej główną nagrodę. Z kolei
tytuł najlepszego akompaniatora tegorocznego festiwalu
przypadł pianiście Jarosławowi Hanikowi z Rybnika.
Drugi
koncert pt. Poeci, których nam brakuje, podczas
którego zaprezentowano piosenki z repertuaru Stanisława
Staszewskiego, Jonasza Kofty, Marka Grechuty oraz Jacka
Kaczmarskiego. Wykonała je plejada polskiej estrady: Michał
Bajor, Jacek Bończyk, Katarzyna Groniec, Mariusz Kiljan, Iwona
Loranc, Mariusz Lubomski, Piotr Machalica, Marian Opania,
Kinga Preis, Janusz Radek. Przed wykonaniem piosenek
poszczególnych autorów, Piotr Machalica swym
charakterystycznym niskim głosem krótko przypomniał ich
biografie, każdą kończąc znamiennymi słowami: Ostatni raz
był widziany...
Sam dobór akurat tych piosenek
pewnie nie zaskoczył wielu. Wykonawcy zaprezentowali po 3
utwory każdego autora. Najciekawsza wydała mi się
Niepewność Marka Grechuty w wykonaniu Katarzyny Groniec,
która wykonała ją, grając przewodnią melodię na cymbałkach.
Równie interesująco wypadła Celina z repertuaru
Stanisława Staszewskiego w wykonaniu Katarzyny Groniec, która
odbiegała nieco od znanego wykonania Kazika i grupy Kult.
Koncert zakończył się owacją na stojąco. Nic dziwnego – pomysł
koncertu jak i jego wykonanie przez tak znakomitych artystów
okazał się strzałem w dziesiątkę. Być może nie przebił
sobotniego koncertu „Halucynacje”, ale z pewnością był jednym
z jaśniejszych punktów festiwalu.
12 OFPA przeszła do historii.
Czy okazała się sukcesem? Myślę, że tak, gdyż zainteresowanie
festiwalem z roku na rok rośnie i z całą pewnością na mapie
polskiej piosenki artystycznej jest to jedno z najważniejszych
miejsc do obcowania z tym gatunkiem sztuki.
Maciej Majewski
jeremy21@wp.pl
Wieczór halucynogenny
W sobotnich przesłuchaniach
konkursowych znalazło się parę osób wyróżniających się.
Dominika Rydz z próbką jazzu,
Marek Miś z rockowymi klimatami.. no i – oczywiście – Gabriela
Lencka.
Już przy zapowiedzi Jana Wołka,
zwracał uwagę fakt, iż jest autorką i tekstów, i muzyki. Mając
zaledwie 20 lat! A kiedy wyszła na scenę – pojawiał się
uśmiech na twarzy. Zero patosu, sztucznego dramatyzmu, nawet
brak czerni w ubiorze. Słodki róż, urocze loczki, mocny
makijaż.
I tekst, którego zignorować nie
sposób. Odważny. „Zwymiotowane” bogate wnętrze,
spostrzegawczość. Osobowość sceniczna – określenie, z którego
tak często się śmieję, tu jakże na miejscu. Dynamiczna, pewna
siebie, pociągająca.
Słuszna zwyciężczyni, co mam
nadzieję, udowodni błyskotliwą karierą, której jej szczerze
życzę. Polskim pseudo-artystkom, wyjącym wokalistkom,
primadonnom popu i oklepanych epitetów, niech pokaże, co
znaczy śpiewać.
Spodobała mi się też rybniczanka,
również nagrodzona, Malwina Klimek. Zaśpiewała subtelnie,
ładnie, sięgnęła po lubiane przeze mnie klimaty żydowskie.
Ciekawa jestem, jak rozwinie się jej kariera wokalna.
Po przerwie – to, na co tak
naprawdę czekało się tego wieczoru. Koncert Halucynacje
poświęcony pamięci Grzegorza Ciechowskiego.
Od początku zwraca uwagę skromna
scenografia, niewielki zespół muzyczny. Pamiętny spektakl
Kombinat w roku 2002, będący ostatnim koncertem Republiki,
posiadał scenografię bogatą, wiązał się właściwie z
inscenizacjami, niemalże tworzonymi na żywo teledyskami do
wykonywanych utworów. Tu nie ma wątpliwości – ważna jest po
prostu pamięć artysty, „najbardziej znanego republikanina”,
jak nazywany jest Ciechowski.
Jan Wołek przytaczał liczne
anegdoty, czasem wywołujące śmiech, czasem jedyną reakcją
mogła być pełna zadumy cisza. Ciechowski z jego wspomnień to
człowiek przede wszystkim ogromnie wrażliwy, uczuciowy. O
tęsknotach każdego z nas – przywiązany przecież do spokojnego
Kazimierza – i o wielkich ambicjach. Potrafiący opowiedzieć o
otaczającej rzeczywistości – w czasach cenzury, tak trafnie
sportretować PRL metaforycznym Kombinatem – ale także
jak nikt mówiący o miłości; cielesnej, jak w Raz na milion
lat czy Synonimach i o sile uczucia – w
Przyznaję się do winy czy Odchodząc.
Ilustracja wspomnień – piosenki.
Wykonywane przez naprawdę wspaniałych artystów, na tle
fenomenalnych, wciągających wizualizacji. Stosunkowo prostych,
dwubarwnych. Stale powtarzających się, przez co potęgujących
wrażenie snu, tytułowych halucynacji; wrażenie, uzyskiwane już
także dzięki aranżacjom zespołu. W jego skład wchodzi Zbigniew
Krzywański z Republiki, a jednak są to nieco różniące się od
oryginalnych interpretacje utworów Ciechowskiego. Różnica nie
jest wielka, polega być może tylko na zwiększonej
efemeryczności, delikatności. Śpiewający artyści zdają się być
we śnie, snują na scenie marzenia, którymi jakby nieświadomie
dzielą się z widownią. Są blisko – a jednak w świecie
równoległym, poza naszym doświadczeniem. Widzimy ich,
słyszymy, ale jesteśmy tylko obserwatorami. To ich sen, śnią
go sami.
Najlepiej brzmią te utwory,
których wykonania właśnie tylko nieznacznie różnią się od
oryginalnych.
Mariusz Lubomski w Raz na milion lat i
Tak… tak…to ja brzmi bardzo podobnie do Ciechowskiego,
może właśnie dzięki temu utwory niczego nie tracą, są mocne.
Świetny jest również Mariusz Kiljan w Kombinacie, wręcz
zaskakuje silnym głosem i energetycznością; także Maria Peszek
w Odchodząc, który wydaje się być utworem dla niej
napisanym. Interpretacja Sexy doll w wykonaniu Natalii
Grosiak, choć, nie tylko z oczywistych względów, odmienna od
Ciechowskiego, zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest nawet w
pewien sposób… lepszą. Może po prostu nieco
nowocześniejszą...? Katarzynę Groniec trudno mi ocenić,
podobnie jak Iwonę Loranc – są po prostu artystkami wielkiego
formatu, trudno się więc dziwić, że śpiewają świetnie,
prawdziwie, poruszająco. Podobnie Jacek Bończyk. Natomiast
Mirosław Czyżykiewicz… Na pewno jest to wokalista z ogromnym
talentem, doświadczeniem, człowiek powszechnie szanowany za
swoje dokonania. Na pewno ma oryginalny głos. I na pewno
akurat w repertuarze Ciechowskiego mógł się nie każdemu
spodobać. W Tu jestem w niebie po prostu… nużył mnie.
Natomiast odkryciem koncertu jest
Magdalena Kumorek. Niewinnie
wyglądająca, drobna, śliczna, delikatna. A wchodzi gdzieś
głęboko, porusza mocno, niesamowitą erotyką – każdym gestem,
spojrzeniem. Głosem…
Scenograficznie, podoba mi się
pomysł z zarysem postaci, wydającym się cieniem wykonawcy.
Ruch sceniczny, zwłaszcza w wykonaniu Lubomskiego, jest po
prostu niesamowity; dość oszczędny, ale trafny.
Wszystko w spektaklu
wyreżyserowanym przez Wojciecha Kościelniaka, tworzy spójną i
magiczną całość. Ciechowskiego wspominamy bez niepotrzebnych
łez. Może odkrywamy na nowo przekaz jego utworów,
niekwestionowaną wszechstronność. Może na nowo zakochujemy się
w Republice. Może tego wieczoru nagle w nas wydarza się ta
najpiękniejsza katastrofa…
agni
zdjęcia:
Sławomir Chwołka
|